Worek śmieci #1

Opublikowano w 20 grudnia 2025 14:02

Worek śmieci! Czyli co zużyłam do momentu publikacji postu. Czy żałuję, że kupiłam? 

Zawsze fascynowały mnie szybkie recenzje na podstawie użytych do zera produktów. De facto, jaką wiarygodność ma opinia udzielana na podstawie dwóch - trzech użyć? Poniżej mój osobisty worek śmieci.                     

  • Benefit the  porefessional. Get unblocked.Czyli olejek do demakijażu. Lubimy się. Wiem, że randomowy olejek kupiony w Rosku czy innej drogerii da radę i zmyje, co ma zmyć, ale ten produkt to petardeczka. Nie podrażnia oczu, w mig rozpuszcza tapetę, łatwo się daje zmyć ( oczywiście innym produktem do mycia, nie samą wodą). Mam wrażenie, że kondycja mojej skóry się faktycznie poprawiła. Czy kupię ponownie? A kupię. Na razie mam olejek z Bielendy, ale już tęsknię za benefitem. 

Tak, produkty do włosów to moja ulubiona kategoria.

  • Anten. Aware scalp care. Ok. Nie jest to najlepszy peeling do skóry głowy, jaki miałam.raczej z tych delikatniejszych, co ma swoje plusy. Ja akurat nakładam dużo produktów do stylizacji, więc czasem potrzebuję konkretnego produktu do oczyszczania.                                                                                                                                                                                                            
  • Aveda. Botanical repair strengthening shampoo.                                     Bubel, jak chyba cała marka. Kupiłam na raz szampon, odżywkę i maskę, z czego maska jako tako uszła w tłumie, ale specjalnie nie nawilżała. Szampon nie robił nic. Nie powiedziałabym, że nawet dobrze domył. Wysuszał mi włosy. Produkt dramat. Dla orientacji - mam włosy średnio porowate z tendencja do wysuszania.          
  • Touch beauty movement. Thermo shimmer.                                           Myślę, że swoje zadanie spełniał. Przede wszystkim pożądna pojemność. Dobry dozownik. Serca mi nie skradł, ale ja sprayom ochronnym jakoś tak nie dotrzymuję wierności.  
  • Anwen. Protein Magnolia. Odżywka do włosów o średniej porowatości. Nie wiem, czy oni zmienili skład. To było moje kolejne opakowanie i nie było takiego efektu wow a- wiwa jak za pierwszym razem. Powiedziałabym, że taki średniaczek i wracać już pewnie nie będę.      
  • K18 Biomimetic hair science. Próbeczka. Chyba prezencik do zakupów. Nie było miłości od pierwszego wejrzenia. Generalnie na opakowaniu karzą rezygnować z odżywki, co dla moich włosów z tendencją do pustynnej suszy i plątania się, było nie do przyjęcia. Produkt odstawiłam na x miesięcy, zachodząc w głowę co to za bubel wszyscy w okół zachwalają. Aż pewnego dnia trafiłam na czyiś wpis, o tym, że ja najbardziej można użyć odżywki. Idąc dalej za ciosem dokopałam się fo sekcji FAQ na stronie producenta, gdzie zwyczajnie radzili pozostawić produkt na włoskach chyba 15 min przez użyciem odżywki. I wtedy właśnie nastąpił game changer. Mam kolejne, większe opakowanie. Mam wrażenie, że mam po tym produkcję i grubszy włos, bardziej sprężysty, więc daję sobie jeszcze szansę na dłuższe przetestowanie.            
  • Fable&Mane. Smooth&shine hair oil.  W porządku produkcik. Zmywał się z włosów, co u mnie jest decydującym wskaźnikiem, ponieważ niektóre oleje za nic w świecie nie chcą się z moich włosów wypłukać i chodzę wtedy z taką przetłuszczoną czupryną. To też był prezent do zakupów. Jak na olej do włosów, pojemność starczyła na trochę. Cudów na mej głowie nie uczynił, ale zużyłam z przyjemnością. 
  • Basiclab. Trehozowa krem przywracający równowagę i serum z trehalozą.Bardzo lubię produkty tej marki. Był to taki raczej wyciszający, uspokajający duecik. Mogę polecić każdemu, kto trochę przesadził i wysuszył się opaleniem, albo zbyt agresywnym peeligniem.            
  • Skintra. Destruktor. Bardzo agresywny peeling. Polecam szybko zmywać. Może kupię ponownie. Na razie polegam z tonikach zawierających kwasy w lekkich stężeniach.
  • Apis. Rozświetlający tonik do twarzy. Przyjemny produkt, ale nie jest to jakiś must have.  
  • Sonol.Zajady. Produkt apteczny, który pomógł mi wreszcie przerwać błędne koło powracających zajadów. Używałam pilnie codziennie przed wyjściem na spacer z sierściuchem.
  • Estee Lauder. Advanced night repair. Znam osoby, które to serum kochają. Dostałam gratis więc użyłam i zachwytu nie podzielam. Serum szybko się wchłania i na tym koniec rewelacji. Zdecydowanie jestem fanka konkurencyjnego serum lancome Génifique.    
  • Ziaja. Oliwkowy dezodorant. Nie używam dezodorantów zawierających aluminium i ostatnio atakowałam swoje pachy tym. Spełniał swoją funkcję.
  • Spray fixujacy Make up forever. Ogólnie spoko produkt scalający makijaż i dobrze zdejmujący pudrowość, ale ten dyfuzor to nagorszy psiaka z ever. Zdecydowanie odbierał przyjemność z korzystania z produktu.      . 
  • Maskara ABH. Najgorszy tusz jaki miałam. Choć penwie gorsze bywają te z essence na przykład. Natomiast ta maskara kosztowała dużo więcej niż tusz, który mogę przetestować raz i bez żalu wyrzucić. Ciężko mi było tą szczoteczką pomalować rzęsy, a pod koniec dnia tusz osypywał mi się na policzki. Nie dla mnie. 
  • Glamshop. Kolorove. Staruszek z czasów, gdy Glamshop nie był jeszcze odtwórczy i nie kopiował bardziej znane zagraniczne marki ani też nie produkował nagminnie współprac o totalnie bezsensownych propozycjach kolorystycznych. Z paletami mam tak, że mam ich za dużo. Gdzieś zagubiłam się w szaleństwie cieniowym i obudziłam się trochę za późno. Mimo, że kilka względnie nowych oddałam, wciąż tonę w paletach i obiektywnie nie jestem w stanie tego zużyć. Nie próbuję już więc nawet. Każdą swoją paletę od jakiegoś czasu testuję 2-4 tygodnie, żeby mieć poczucie, że zwróciły mi się pieniądze, jakie za nią dałam i się ich pozbywam ( chyba, że znajdą nowy dom u kogoś z rodziny). Jakość cieni glamshopu genelanie lubię i mi osyp nie przeszkadza, ponieważ sobie z nim poradzę. Natomiast od dawna nie kupuję już niczego. Pamiętam, że uwielbiałam ten musztardowy cień. Co ciekawe teraz już nie pałałam do niego taką miłością. Nasze gusta się zmieniają jednak. Dzisiaj zachodzę w głowę, po co kupowałam tyle kolorowych palet. Człowiek uczy się na błędach. Trudno. Paletą Kolorove bawiłam się od końca listopada i mi starczy, to znaczy zaczęłam się już nudzić tym zestawieniem kolorystycznym i szczerze mówiąc od kilku dni sięgałam tylko po ten brązik, a brązów akurat mam więcej o dużo lepszej formule. Nadszedł więc czas, żeby się z tą paletą pożegnać. 

Dodaj komentarz

Komentarze

Nie ma jeszcze żadnych komentarzy.

Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador